Świder Trail Marathon 2011 – zdjęcia i parę wrażeń
dla niecierpliwych – link do galerii zdjęć (również na dole)
W sobotę 16 lipca wstajemy rano i po szybkim śniadaniu, montujemy rowery na dachu samochodu, po czym ruszamy w kierunku Wólki Mlądzkiej. Do startu biegów czasu już mało, zatem zdajemy się na GPS. Niestety, postanowił poprowadzić nas w niezwykle wyrafinowany sposób i dzięki temu wjeżdżamy w błotno-gliniastą drogę przypominająca potok. Nie dość tego, mamy wrażenie, że jedziemy jakoś dziwnie dookoła. W ostatniej niemal chwili wpadamy na start usytuowany tuż obok Mostu Mlądzkiego, nad samym brzegiem Świdra. Uczestnicy już ruszają.
Rozglądamy się, są młodsi i starsi, kobiety i mężczyźni, niektórzy w parach, niektórzy sami, nawiązują znajomości. Zaczyna się maraton, półmaraton, krótsze dystanse, każdy chce wypaść jak najlepiej. Mają biec po prostu wzdłuż rzeki. Ustawiamy się przy moście, aby sfotografować przebiegających przez ulicę. Są pierwsi, to półmaratończycy i maratończycy. Stoimy kilka minut w towarzystwie innych kibiców i dopingujemy, co chwilę rozlegają się głośne okrzyki „Brawooooo”. Żałujemy, że nie mamy przy sobie dzwonków alpejskich, to dopiero byłby doping!
Decydujemy jednak, że przejedziemy kawałek dalej, na miejsce, gdzie zawraca półmaraton oraz druga pętla maratonu. Przemieszczamy się rowerami, więc te kilka kilometrów to nie problem. Ustawiamy się tuż za Mostem Kolejowym, tutaj możemy fotografować zarówno półmaratończyków , jak i tych, którzy zdecydowali się na najdłuższą trasę.
Następnie przejeżdżamy kawałek dalej – do punktu żywieniowego. Rozglądamy się i widzimy, jak biegnący z impetem wpadają w ogromną kałużę, woda po kostki, ubranie w błocie, ale to jedyna opcja, aby biec dalej. Biegną. To przecież niejedna taka zasadzka na tej trasie. Stan rzeki wysoki, po ostatnich opadach, Świder wygląda mało przyjaźnie, woda ciemno brunatna nie zachęca do uprawiania kajakarstwa, mimo tego spotykamy i takich śmiałków.
Jedziemy zatem dalej w kierunku mety, już mniejsze błota, ścieżka wije się nie tylko wśród zarośli i połamanych gałęzi, czasem polanka, czasem szersza droga. Wpadamy na metę i zastajemy atmosferę pikniku - kibice, uczestnicy, którzy już ukończyli bieg, słychać pogawędki, zabawy z dziećmi, biegają psy. Sielanka.
Ponieważ pogoda dopisuje, i my rozkładamy na polanie mały biwak i odpoczywamy wraz z innymi. Jeszcze kilka zdjęć wbiegających na metę, dekoracji zwycięzców i… zawody dobiegają końca.
Patrząc na pogodę, która nie szczędzi nam w tym roku deszczu, zwłaszcza w weekendy, można powiedzieć, że pogoda w czasie imprezy nad Świdrem dopisała idealnie. Pewnie, że dla pokonujących spore dystanse lepsza jest aura z mniejszą ilością słońca, ale… przecież nie można mieć wszystkiego. Pozostają wspomnienia i kilka zdjęć . Zapraszamy do pobierania, jeśli ktoś się rozpozna, albo może po prostu – na pamiątkę. (prawy guzik myszy -> ‘zapisz obraz jako’). Jakby ktoś chciał większy plik – prosimy o info na adres redakcji (w galerii pod zakładką kontakt).
P.S. Wybaczcie, że tak późno – ale zdjęć nazbierało się całkiem sporo…GALERIA ZDJĘĆ ŚWIDER TRAILMARATHON 2011



